| 2010-09-05 00:45 | |
![]() |
www.www.seksuologia.org.pl | Gabinet rekomendowany przez Polskie Towarzystwo Seksuologiczne i Polskie Towarzystwo Terapeutyczne. |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Problemy seksualne: nerwica, dewiacja, zaburzenia wzwodu. Specjalizujemy się w potencji męskiej, zwalczamy zaburzenia potencji, zaburzenia erekcji oraz przedwczesny wytrysk. | ||||||
|
ZDROWIE SEKSUALNE MĘŻCZYZNY.
Wielkopolskie Centrum Seksuologii Medycznej. (Centrum Medycyny Seksualnej). Ul.Fr.Ratajczaka 35, kod pocztowy 61-816 Poznań. Tel.kom/SMS:607 696 880 aktualizacja 21.05.2010 -------------------------------------------------------------------------- Uwodzicielski uśmiech - zdrowe zęby -świeży oddech www.bez.stresu.pl Bezstresowy gabinet:Poznań. Gabinet dr Sławomira Mączyńskiego działa w strukturze Wielkopolskiego Centrum Seksuologii. tel.kom./SMS:607 49 49 03 www.bez.stresu.pl Zapraszamy. Sławomir Mączyński Jerzy Więznowski aktualizacja 12.07.2010 ************************************************************************** Artykuł grudniowy 2009. Więznowski,lekarz Konsultant Wielkopolski w zakresie seksuologii. Seksualność a seksuologia Czwartego grudnia na Zamku w stolicy obchodziliśmy bardzo uroczyście jubileusz profesora Kazimierza Imielińskiego, osiemdziesiąte urodziny. Pani Minister Zdrowia, Ewa Kopacz, stwierdziła, że edukowała się, tak jak większość lekarzy, na książkach Profesora. To prof. K. Imieliński wprowadził specjalizację z seksuologii. Podniosła uroczystość stała się dla mnie okazją do refleksji, jak to było trzydzieści lat temu, gdy tworzyła się medycyna seksualna, a jak jest teraz? Profesor w swoim jubileuszowym wykładzie wspomniał, że był obiektem ataków za to, że w publikacjach używał pojęć: „partner”, „partnerka”. Seks był wtedy oficjalnie zastrzeżony tylko dla małżonków. Oczywiście powszechna była przedmałżeńska i pozamałżeńska aktywność, ale żeby pisać o tym…?! A dziś? Wahadło tolerancji odchyliło się w drugą stronę, pisze się aktualnie dużo, ale czy odpowiedzialnie? Na okładce popularnego tygodnika przeczytałem zdanie mające reklamować artykuł numeru, brzmiał on: „niewierność małżeńska jest modna”. Odtwarzam z pamięci, ale taki był sens. Życzę autorce, żeby jej partner życiowy nie był zbyt „modny”… Trzydzieści lat temu pornografia oczywiście była, ale w podziemiu. „Świerszczyki” skrywane były pod kocykami u handlarzy na poznańskim Rynku Łazarskim. Dziś pornografią jesteśmy zalewani i to wbrew naszej woli. Internet stał się ogromnym zbiorem treści erotycznych i pornograficznych. Internetowa pornografia to główne źródło wiedzy o seksualności. Przed trzydziestu laty edukacji seksualnej nie było, dziś jest „realizowana” za pomocą pornograficznych schematów i uproszczeń. Niedojrzały, młody człowiek wchodzi w dorosłe życie z mitami, które są wdrukowane w jego mózg, jako wzorce. Potem zderza się, nieraz boleśnie, z rzeczywistością. Przekonuje się, że panie nie przepadają za „głębokim gardłem”, szarpaniem za włosy oraz wulgarnym słownictwem. O edukacji dyskutuje się (od czasu do czasu), a pornograficzna „edukacja” rozwija się… Za SMS można mieć „xxx” filmy na ekranie telefonu komórkowego. Jest to ogromny postęp w dostępności do ekscytujących treści, ale czy jest to właściwy kierunek? Spójrzmy na poletko medyczne. Dokonał się w ostatnim dwudziestoleciu rewolucyjny skok w diagnostyce i leczeniu wielu chorób związanych ze sferą seksualną. Symbolem tych zmian jest viagra. Przez tysiące lat starano się znaleźć skuteczne środki na męską impotencję. Próbowano różnych substancji pochodzenia roślinnego, zwierzęcego, a potem syntetyczne. Uzyskiwano efekty, ale w sferze „libido”. Tymczasem problemem seksualnym, który spędza sen z powiek panom, jest niepełna erekcja, czyli zaburzenie wzwodu. Dopiero prostaglandyny oraz inhibitory fosfodiesterazy wprowadzone w końcówce XX wieku zmieniły sytuację. Początkowo były to bardzo drogie preparaty, od kilku lat są już w bardziej przystępnych cenach. Postęp zaznaczył się w świadomości ludzi. Coraz więcej małżeństw nie korzysta z emerytury seksualnej. Mamy wielu pacjentów po „siedemdziesiątce”. Powoli upowszechnia się pogląd lansowany przez seksuologów, geriatrów i psychologów, że sprawność seksualna to funkcja stanu zdrowia, w dużo mniejszym stopniu zależy ona od wieku! Warto przeanalizować dostępność pomocy seksuologicznej. Sytuacja jest złożona. Jednym z warunków uzyskania specjalizacji z seksuologii stawianych przez prof. Imielińskiego było zorganizowanie Poradni Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich. Powstało przed trzydziestu laty prawie osiemdziesiąt poradni. Każde większe miasto posiadało poradnię seksuologiczną. Gabinety istniały w ramach państwowej służby zdrowia oraz były prowadzone przez Towarzystwo Rozwoju Rodziny. W tym ostatnim świadczenia wiązały się z niewielką opłatą, pamiętam, że w 1985 roku było to 20 zł (tabliczka czekolady „Wedel” kosztowała 19 złotych). Poradnia miała możliwość zwalniania z opłaty. Poradnie Młodzieżowe TRR były bezpłatne. Transformacja ustrojowa przyniosła zmiany. O ile mi wiadomo, to istnieje jedna Ogólnopolska Przychodnia Seksuologiczna Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Mieści się ona w stolicy na Placu Trzech Krzyży. Ciosem w niepłatne lecznictwo seksuologiczne było wycofanie refundowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Widzimy rozmijanie się propagandy z rzeczywistością. Mówi i pisze się o polityce prorodzinnej oraz walce z dewiacjami, zwłaszcza z zachowaniami pedofilnymi. A gdzie ma się udać małżonek, jeśli tylko jeden dorosły w rodzinie pracuje zarobkowo i trudno związać koniec z końcem? I do kogo ma się zwrócić młody człowiek, który traci kontrolę nad dewiacyjnymi fantazjami? Większości ludzi nie stać na korzystanie z prywatnych gabinetów, tym bardziej, że leczenie dewiacji seksualnych oraz różnych form uzależnienia od seksu. wymaga wielu spotkań z terapeutą. W centrum seksuologii nie ma dnia, żeby nie trafił pacjent z uzależnieniem od pornografii, masturbacji i internetu. O ile media epatują seksualnością, bo to się dobrze sprzedaje, to problematyka intymna jest mało obecna w medycynie. Dziwne, ale tak jest. W programach studiów na uniwersytetach medycznych (dawniej akademie medyczne) zajęć z seksuologii lekarskiej jest niewiele i to dopiero od niedawna. Lekarze nie pytają o tę sferę, choć wiedzą, jakie schorzenia mają wpływ na libido, sprawność lub satysfakcję. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim brakuje czasu. Medyk jest przeciążony bezsensownymi obowiązkami kosztem czasu dla chorego. Lekarze nie wiedzą, jak rozmawiać. Potrzebne byłyby praktyczne ćwiczenia, warsztaty uczące naturalnego podejścia do tej sfery życia. Dodatkowo komplikuje sytuację niezdrowa atmosfera, swoista „pedofilna neuroza”… Przez długi czas nie doceniano problemu nadużyć seksualnych i zachowań pedofilnych. Bez oporów oddawano dzieci pod opiekę „baby siters” z gazetowego ogłoszenia lub sąsiadom. Staliśmy się teraz nieufni. Doszło do tego, że lekarze i lekarki boją się zajmować tą sferą w lęku przed posądzeniem o pedofilne lub homoseksualne skłonności! Według moich obserwacji wzrasta ilość stulejek, zbyt krótkich wędzidełek i innych wad anatomicznych, które wykrywane są dopiero w wieku dorosłym, nawet po ślubie. Pacjenci trafiają do seksuologa rzadko na sugestię lekarza rodzinnego lub innego specjalisty. W tym zakresie zmiana jest powolna. Pacjent z problemem seksualnym jest zwykle pozostawiony samemu sobie. Krępuje się powiedzieć lekarzowi, bo chyba intuicyjnie czuje, że sprawiłby pytaniem problem. I niestety ma rację, bo zapytana pani doktor nie potrafi zazwyczaj podać adresu gabinetu, kieruje pacjenta do internetu! Autorytet internetu jest zadziwiający… Pacjent z formalnie wyższym wykształceniem używa w rozmowie argumentów typu: „tak pisało na forum”! Anonimowy wpis „nie wiadomo kogo” jest przez łatwowiernych internautów traktowany poważnie. „Doradców seksualnych” jest w sieci bez liku... Żeby jednak być specjalistą seksuologii trzeba wielu lat nauki. Studia medyczne trwają sześć lat, staż podyplomowy ponad rok (13 miesięcy), specjalizacja z psychiatrii, ginekologii lub interny siedem lat. I dopiero po tej specjalizacji można otworzyć specjalizację z seksuologii, która trwa pięć lat, ale często dłużej… A potem przynajmniej kilka lat praktykowania w seksuologii. Niestety tylko część lekarzy seksuologów wypełnia ten ostatni punkt. Wielu tylko w jakimś aspekcie zajmuje się seksuologią. Kilku moich kolegów zajmuje się tylko wydawaniem opinii dla sądów cywilnych i kościelnych. Inni nadal zajmują się swoją pierwszą specjalnością, na przykład położnictwem i ginekologią, a seksuologię traktują jakby „hobbystycznie”. Jedna z koleżanek nadal prowadzi praktykę lekarza ogólnego i rodzinnego. Z wymiany opinii z kolegami z różnych okolic wynikają mało budujące wnioski. Poziom pruderii i zakłamania jest w naszym narodzie nadal wysoki. W małych miastach typu Leżajsk, Lesko (południowy wschód kraju) ludzie nie chodzą do seksuologa w miejscowości, gdzie mieszkają. Jeden z lekarzy ze „wschodniej ściany” oświadczył, że tytuł seksuologa traktuje jako ozdobę szyldu i pieczątki i niepotrzebnie robił specjalizację. Liczył na szybką zmianę nastawienia ludzi. Życie uczy, że na zmianę mentalności w ważnych kwestiach potrzeba dwóch pokoleń. Pewnie dlatego „Exodus” trwał czterdzieści lat… Natura jednak nie znosi próżni, popyt rodzi podaż. Wzrasta więc ilość nie-lekarzy, którzy zajmują się seksuologią. Są to osoby, które ukończyły kursy seksuologiczne. Czasami są to zaoczne studia podyplomowe. W samym Poznaniu są dwa takie ośrodki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Celem tych studiów jest wyszkolenie fachowców edukacji oraz doradców rodzinnych. Jest to dobry punkt do dalszego podnoszenia kwalifikacji praktycznych i pracy w zespole diagnostyczno-terapeutycznym, w którym powinien być lekarz! Tylko pracownicy medyczni mają uprawnienia ustawowe do badania fizykalnego (cielesnego) i dość ściśle regulują to przepisy dotyczące lekarza, pielęgniarki, fizykoterapeuty, rehabilitanta itd. Zdarza się, że ludzie po kursach, czy jakimś studium – przekraczają swoje kompetencje. Dają się nawet namówić sądom lub prokuratorom na wystawienie opinii seksuologicznych na postawie akt i badania! Nie-lekarz decyduje, czy jest dewiacja (choroba), czy też nie. Niepoważne to i raczej smutne! Oczywiście, mecenas zdyskwalifikuje opinię i zaistnieje potrzeba szukania nowych biegłych… W zarysie przedstawiłem meandry seksuologii w ostatnich trzydziestu latach. Dziś jest dobra tendencja jest tworzenie gabinetów, gdzie współpracuje lekarz i psycholog. Bo najważniejszy narząd seksualny to jednak nie genitalia, ale wciąż jeszcze głowa…! ************************************************************************** Zmieniona wersja art w Polska The Times/Głos Wielkopolski/Magazyn Rodzinny ___________________________________________________________________________ Niektóre fantazje erotyczne - dylematy. Jerzy Więznowski lekarz seksuolog www.seksuologia.com Pułapki alternatywnego seksu… Wiosna. Wzmaga się energia i erotyczne fantazje częściej są wcielane w życie. Fantazje to ciągle w dużym stopniu „terra ignota”, świat tajemniczy. Mało jest badań na ten temat i są one z natury rzeczy subiektywne. Interesujące badania ankietowe przeprowadziła w latach siedemdziesiątych w USA Nancy Friday. Opracowane literacko fantazje obu płci zastały przetłumaczone na wiele języków i były wydawniczym hitem. Z publikacji wynikało, że u kobiet fantazje częściej były romantyczne i sentymentalne, zaś fantazje o dominacji występowały u obu płci z podobną częstotliwością. Różniły się jednak natężeniem skłonności sadystycznych, u mężczyzn była to bardziej przemoc fizyczna, panie preferowały upokarzanie, wprowadzanie w zakłopotanie i zawstydzanie partnera. U mężczyzn częściej niż się można było spodziewać występowały fantazje o uległości. A przecież oczekuje się od nich dominowania. Zaskakująca była częstość ujawniania fantazji kazirodczych. Tabu kulturowe w tym zakresie jest bardzo mocne. Dodatkowo obwarowują go sankcje karne. Wydaje się, że kazirodcze i pedofilne fantazje są częste, ale realizacja rzadka. Także mnogość tego typu witryn internetowych oraz ich dobre upozycjonowanie jest wyraźnym faktem. Oczywiście pojedyncze wizyty świadczą o ciekawości, regularne jednak odwiedzanie stron pedofilnych wskazuje, że odwiedzających takie treści „kręcą”. Najpopularniejszy światowy wortal zamieszczający erotyczną twórczość internautów jest reprezentatywny, gdyż są tam dziesiątki tysięcy „dzieł”. Są to wygładzone literacko fantazje. W tym serwisie bardzo dużo jest pozycji o aktywności seksualnej w rodzinie, zwłaszcza zachowań seksualnych między dorosłymi i „niedorosłymi”. Widać wyraźnie, że wiele fantazji musi pozostać w ukryciu, gdyż kłócą się z indywidualnym systemem wartości oraz nie mają szans na zaakceptowanie przez partnera, a także przez system wartości. W związku istotna jest komunikacja. Kochankowie powinni rozmawiać o swoich preferencjach, może to ubogacić ich współżycie i wzmocnić więź emocjonalną. Jeśli jednak fantazje dotykają zachowań bardzo kontrowersyjnych, to należy dobrze zastanowić się przed ujawnieniem ich partnerowi. Czasami lepiej, gdy niektóre fantazje pozostaną tylko w głowie… Trafiają do nas pary *swingujące*. W sieci poznają się dla „spotkań seksualnych”. Dla większości Czytelników jest to styl życia nie do przyjęcia, ale dla pewnej grupy jest to wieloletnia praktyka. Nie są mi znane badania socjologiczne tego zjawiska. Zaliczamy je do grupy zachowań ryzykownych. Zazwyczaj trafiają do gabinetu pary z problemami po swingowaniu. Rzadko przed wymianą partnerów. Zdarza się, że uprawianie swingu jest ujawniane przy okazji wywiadu z powodu dysfunkcji seksualnej,np. zaburzeń wzwodu. Dawniej wymiana partnerów znana była pod nazwą wymiany żon(emancypacja ma wpływ na terminologię). Zjawisko to istnieje od zawsze” jako seks grupowy, orgie seksualne, a dziś zwiemy to zjawisko *swinging*. Wymienione terminy nie są synonimami, a raczej określeniami bliskoznacznymi. Wymiana partnerów nie zawsze oznacza seks grupowy, pary mogą być w osobnych pokojach. Pamiętam trzydziestoletnią panią w stanie znacznego przygnębienia i niepokoju. Przyszłość jej małżeństwa była pod znakiem zapytania, mąż wyprowadził się z domu. Co prawda nie zamieszkał z wybranką, ale była to tylko kwestia czasu, bo spotykał się z kochanką codziennie. Pani Alina(pacjentka zgodziła się na opisanie swojej historii,imię zmenione),otóż pani Alina od okresu dojrzewania miała fantazje, żeby dzielić miłosne łoże z drugą parą. Ekscytowało ją wyobrażanie obcowania z dwoma panami w tym samym czasie,lubiła też karezy i głaski z kobietą, zdawała sobie sprawę z biseksualnych skłonności i to akceptowała. Miała doświadczenia homoseksualne, ale niewielkie i z okresu dojrzewania. Przez kilka tygodni przekonywała męża na seksualny eksperyment. Bez trudności poznali podobną parę przez internet. Spotkali się kilka razy. Był seks z dwoma mężczyznami, ale nie równocześnie,jak sobie marzyła. Panowie tracili wzwód,gdy byli razem. Niestety męża zafascynowała swingersowa partnerka! Przerwali grupowe schadzki. Bilans swingowania: z dwóch par zainteresowanych seksualnym *crossing* powstała jedna nowa para oraz dwie osoby samotne,porzucone przez dotychczasowych partnerów. Była też inna para uczestnicząca od szeregu lat w imprezach warszawskiego klubu *swingersów*. Twierdzili, że daje im to dużą satysfakcję i nie są o siebie zazdrośni. Po przyjrzeniu się związkowi stwierdziliśmy, że jest to prawie „białe małżeństwo”, gdyż pełne kontakty seksualne mieli dwa, trzy razy w roku. Łączył ich wspólny biznes oraz więź natury dewiacyjnej. Kobieta była dominująca w alkowie (w biznesie bossem był mąż) i zdradzała cechy sadystyczne. Upokarzanie męża przez odmawianie mu seksu, a spółkowanie z innymi panami w jego obecności dawało jej dużo radości. Pozwalała mężowi tylko na pieszczoty oralne a „normalny”, czyli „waginalno-genitalny” kontakt był wyjątkową nagrodą, raz na kilka miesięcy. Bardzo asymetryczny układ. Nie zgłosili się oni jednak z problemami relacji, tylko z powodu zaburzeń erekcji, które spowodowane były nadużywaniem ranigastu z powodu „zgagi”. Leczenie więc ograniczyło się do kilku praktycznych rad oraz wytępienia pewnej bakterii z żołądka, która powodowała nieprzyjemne objawy żołądkowe (chodzi o Helicobacter pyroli). Zapewne nadal są aktywni w klubie swingersów. Seksualność człowieka jest to bardzo złożony fenomen, nie do końca poznany. Jak mówi przysłowie, w tym samym ogniu jajko twardnieje, a mało topnieje… Seksuolodzy odradzają aranżowanie układów grupowych, gdyż jest to zachowanie wiążące się ze zwiększonym ryzykiem, różnego zresztą typu. Rodzina, małżeństwo, czy stały układ partnerski to system wymagający ciągłej dbałości i pielęgnacji. Na będących razem działa wiele sił odśrodkowych, które stwarzają ryzyko destabilizacji układu. Realizowanie fantazji erotycznych poza swoim związkiem jest dodatkowym czynnikiem ryzyka dla spójności i trwałości. Większość ludzi chce mieć drugą połowę na własność, albo chociażby posiadać wyłączność na seks. Tacy ludzie nie poradzą sobie z zazdrością i uczuciem zagrożenia. Pojawienie się rozmów na temat dopuszczenia drugiej pary do intymnego świata jest wyraźnym żółtym światełkiem. Jeśli para sobie nie wystarcza i pojawia się znudzenie seksem, to oczywiście trzeba coś z tym robić. Decyzja o tym należy do samych zainteresowanych. Nikt im niczego nie nakaże ani nie zakaże. Ale może przedtem warto byłoby porozmawiać z seksuologiem lub psychologiem? I dopiero potem podjąć decyzję? Nie wszystkie fantazje warto realizować! Rozsądne samoograniczanie to cecha przecież dojrzałej, zintegrowanej osobowości. Bywa, że trzeba wybierać między chaosem życiowym, a frustracją emocjonalną. Nie można mieć wszystkiego, zawsze kogoś lub czegoś brakuje… Jest to wpisane w ludzki los... ____ Jest to zmieniona wersja artykułu opublikowanego w marcu 2010 w Polska Times. aktualizacja 25.06.2010 ************************************************************************ ************************************************************************* POPRAWA ZDROWIA SEKSUALNEGO. WCSM. Wielkopolskie Centrum Seksuologii Medycznej. Nasze Centrum promuje zdrowie seksualne. Ma nastawienie prorodzinne. Wspieramy altruistyczne,prospołeczne działania i postawy. Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze honorarium. Podany on jest w dziale CENNIK. Proponujemy system zniżek. W razie utraty płynności finansowej w trakcie leczenia - prosimy otwarcie wnioskować o zawieszenie płatności lub zmianę honorarium. Akceptujemy karty płatnicze i kredytowe. aktualizacja 27.06.2010 ****************************************************************************** CIEKAWOSTKI,NOWINKI,NOWOŚCI I MATERIAŁY EDUKACYJNE. .......................................................................... Fenomen internetowych BLOGÓW. autor:Jerzy Więznowski,WCS. Seksualność i sensualność(zmysłowość) człowieka to stan bardzo złożony. I ciągle niedostatecznie poznany. Wiedza o miłości i seksie pochodzi głównie z własnych doświadczeń oraz z opisów literatury,pięknej i fachowej. Literatura fachowa opiera się na badaniach i obserwacji przypadków medycznych,a także wniosków z praktyki gabinetów. Wiedzę dostarcza tez psychiatria i seksuologia sądowa. Opisywane są te zachowania seksualne, które wydostają się poza *alkowę* i prowadzą do konfliktów z normami społecznymi oraz prawnymi. Są to więc zachowania dość ekstremalne,dotyczące niewielkiej subpopulacji. Rzetelnych badań na temat zachowań w sferze seksualnej nie jest wiele,choć ich przybywa coraz więcej... Nową formą opisywania seksualności, zmysłowości i wrażliwości erotycznej są BLOGI. Jest to oryginalne źródło wiedzy o człowieku. Często interesujące. Ale musimy pamiętać o ograniczeniach tego źródła informacji. *Blogują* tylko ludzie z dużą potrzebą pisania. Większość mogących fakty ciekawe ujawnić nie zrobi tego nigdy. Z różnych przyczyn. Ze wstydliwości,braku czasu,braku zaufania do *dyskrecji internetu* i z innych powodów. Bywa,że hamulcem jest lęk. Jest to obawa przed oceną, przed nietolerancją... Człowiek jest nietolerancyjny w stosunku do innych,bo ekstrapoluje swój lęk. Sam boi się nieznanych, być może drzemiących w nim demonów. Jerzy Więznowski Jest to skrócona wersja artykułu,który był wydrukowany w *Głosie Wielkopolskim*. aktualizacja 21.04.2010 *************************************************************************** Niezręczności i naiwności… Jerzy Więznowski. Wbrew obiegowym opiniom okazuje się, że średni wiek inicjacji seksualnej istotnie nie zmienia się. Nie oznacza to jednak, że w tym zakresie nic się nie dzieje. Są środowiska,gdzie sytuacja jest dynamiczna i wręcz niepokojąca. Studenci opowiadają, że w klubach i dyskotekach młodzież w wieku gimnazjalnym współżyje *gdzie popadnie*,będąc po „piwku” i „red-bullu”,nierzadko wzmacnianymi tabletkami „ecstazy”. Braki edukacyjne oraz środki psychoaktywne powodują,że nie zwracają uwagi na to,co nazywa się,niezbyt słusznie,„bezpiecznym seksem”. Lateksowe osłonki,czyli prezerwatywy to dla tego środowiska jedynie opcja, a nie zasada. Z gabinetu widzę także inny trend. Młodzi dorośli,zazwyczaj studenci, odraczają moment seksualnej inicjacji. Myślą o pełnym(waginalnym) współżyciu dopiero po podjęciu decyzji o byciu „na zawsze” razem. Ta subpopulacja jest zapewne mniej widoczna niż „dyskotekowa” – stąd potoczne wrażenie o obniżeniu wieku inicjacji. W gabinecie seksuologa obserwuje się wyraźny wpływ emancypacji na intymne zachowania. Panie stają się bardziej aktywne w „ars amandi”. Ma to różne aspekty, nie zawsze korzystne. Pozytywne jest to, że w razie wystąpienia problemów dziewczyna przychodzi do lekarza razem z chłopakiem. Bywa też, że żona dzwoni chcąc umówić męża na wizytę,z rozmowy wynika,że termin nie był z nim ustalony,a nawet sam fakt konsultacji nie był uzgodniony! Czy można się dziwić mężczyźnie,że nie pójdzie,jeśli żona oświadczy mu zaraz po przyjściu z pracy: *umówiłam Cię w czwartek na osiemnastą do seksuologa,masz pójść, pamiętaj!*. Idea słuszna, ale metoda niezręczna... Zbytnia pryncypialność. Nadmierną śmiałość młodziutkich pań spotyka się coraz częściej. Młodzi mężczyźni, którzy nie byli jeszcze z dziewczyną w łóżku,odczuwają silną presję partnerek na szybkie przekroczenie Rubikonu. Z jednej strony jest też presja generowana przez nich samych,spowodowana przeświadczeniem, że większość rówieśników już *się kochała*. Chłopcy zwykle udają bardziej doświadczonych. Chwalą się nie tylko ilością zdobytych dziewczyn, ale także *maestrią* w sztuce miłosnej. A inni naiwnie im wierzą i wpadają w kompleksy. Coraz częściej dziewczyna domaga się pierwsza fizycznego seksu *tu i teraz*. Sytuacja z gabinetu: Student nie miał jeszcze kontaktu seksualnego, w *pettingu* też niewielkie doświadczenie. Spotykał się z dziewczyną od trzech tygodni. Byli po raz pierwszy w mieszkaniu rodziców, w jej niezamkniętym pokoju, w innych pomieszczeniach przebywali dość głośni członkowie rodziny, szczekał pies. Powiedziała ona do swojego gościa:*mamy prawie godzinę czasu do kina,nikt chyba tu nie wejdzie,zróbmy TO teraz!* Niektórym młodym przedstawicielkom płci pięknej wydaje się,że mężczyzna erekcję może mieć na zawołanie,a penis to taki mięsień,jak biceps i powinien być zawsze gotów do użycia. Nerwami napływają do penisa różne sygnały, bywają one wzajemnie sprzeczne i stąd bierze się zakłócenie funkcji. Z jednej strony podniecenie spowodowane widokiem atrakcyjnego *obiektu pożądania*, z drugiej sygnały lękowe, także na poziomie podprogowym, nieuświadamiane. Prawdopodobnie od *zawsze* penis potrafił płatać figle. Większość kultur wytworzyła mechanizmy ochronne, mam na myśli pewne zwyczaje. W starych źródłach czytamy o karach grożących za chwytanie męskiego przyrodzenia przez niewiastę. To kłopotliwa sytuacja dla niedoświadczonego mężczyzny,gdy partnerka niespodziewanie chwyci go za podbrzusze,a tam nic! – choć z sytuacyjnego kontekstu *wypadałoby*,żeby były tam oznaki wzmożonego przekrwienia... U *wrażliwca* występuje w takim momencie dekonspiracji blokada psychiczna i dalsze stymulowanie tej okolicy jest *nieefektywne i nieefektowne*! Lepiej,jeśli chłopak nie obawia się niespodziewanego sprawdzania stanu wzwodu. Zostawienie inicjatywy mężczyźnie jest uzasadnione psychologicznie i fizjologicznie. To on powinien dać partnerce do zrozumienia, że pragnie dotyku. A ona powinna być pewna, że w danym momencie jest *tam* mile widziana i oczekiwana.Niby takie proste … Było o zakłopotaniu panów, a teraz jeszcze słów kilka o ich naiwności. Zdarza się, że mężczyźni poszukują dużo młodszej partnerki. Funkcjonuje mit, że obcowanie z młodziutką damą działa odmładzająco. Pogląd ten określa się sunamityzmem. Biblijny,sędziwy król Dawid dzielił łoże z młodą Abisag, dziewczyną z plemienia Sunam – stąd właśnie pochodzi termin *sunamityzm*. Na dłuższą metę nie oszuka się jednak biologii. Udawanie młodzieńca przez starszego pana, przeskakiwanie po trzy stopnie schodów,młodzieżowy strój i słownictwo oraz faszerowanie się podróbkami viagry z internetu – wszystko to nie zatrzyma kalendarza. Charakterystyczna dla naszych czasów zwiększona mobilność zawodowa sprzyja powstawaniu układów erotycznych także poza krajem. Wielu w interesach spędza za granicą sporo czasu. Przykładowa sytuacja. Prężny biznesmen w pełni dojrzałym wieku zaangażował się emocjonalnie ( i finansowo oczywiście) w układ erotyczny z kobietą 35 lat młodszą. Ma ona duży temperament i mimo, że przebywa on z nią około połowy każdego miesiąca – nie zapewnia go wcale, że jest on aktualnie jedynym partnerem seksualnym! Przyznaje nawet otwarcie, że w czasie jego nieobecności gości także innych panów w swym mieszkaniu... Zapewnia jednak, że zawsze w kontaktach używa osłonek na penisa. Biznesmen przyznaje, że zdarza się mu kontakt z kochanką bez zabezpieczenia. Prawdopodobnie świadomie nawet pomija tę czynność,gdyż obawia się osłabienia erekcji. Jaką mamy pewność,że w kontaktach z innymi partnerami ta młoda pani konsekwentnie egzekwuje używanie prezerwatywy? Niewielką... Warto dodać, że kraj jej zamieszkania należy do dużo bardziej zagrożonych wirusem HIV i WZW,niż Wielkopolska. Może niektórym Czytelnikom nasuwa się przypuszczenie, że ta sytuacja pana *kręci*, istnieje dewiacja polegająca na ekscytowaniu się faktem,że własna partnerka jest uwodzona przez innych samców. Nazywa się to *kandaulezizmem*. Ale to nie ten przypadek. Ta sytuacja stresuje go, nie sypia po nocach rozmyślając... Ale mimo to tkwi w tym niezdrowym układzie. Zastanawia się nawet,czy miałby wyłączność na bliskość seksualną,jeśliby zamieszkał z nią. Zdaje sobie jednak sprawę, że każdy następny rok stawiałby go w coraz trudniejszej sytuacji ze względu na różnicę wieku. Ubolewa, że kochanka ma tak szybki sposób przeżywania i nie lubi pieszczot i pocałunków, tych *ceregieli* – jak to sama nazywa. Nawiasem mówiąc, ta(typowa dla profesjonalistek) niechęć do wymiany płynów ustrojowych w pocałunku jest higienicznie korzystna. Wygląda na to, że choć opisywany układ jest asymetryczny i distresowy, to siły dośrodkowe wyraźnie w nim przeważają i mężczyzna nie dąży do zmiany sytuacji. Nie akceptuje,ale toleruje(choć z bólem)brak wyłączności seksualnej, choć lęka się chorobą wenerycznej. Mimo to uparcie twierdzi,że jest to odwzajemniana miłość,a nie uzależnienie emocjonalne. Nie widzi swej naiwności i wyklucza jej cynizm. Tomy dzieł napisano na temat seksualności i sensualności, a ciągle trudno jest zrozumieć postępowanie człowieka,gdy strzała Amorka utkwi w jego serduszku... Rozsądek,a także moralność idą wtedy często w kąt... Jerzy Więznowski Wersja art.opublikowanego w *Głosie Wielkopolskim* w marcu 2008r. aktualizacja 25.05.2010 ************************************************************************** ************************************************************************** *** Prośba *** Rezerwacja telefoniczna wizyty: Proszę preferować telefonowanie w godzinach przedpołudniowych, względnie późno-wieczornych(po godz.20.00). Jest to poza czasem pracy w gabinecie. Tel.kom/SMS:607 696 880 Dziękuję. J.Więznowski aktualizacja 22.06.2010 *************************************************************************** W drugim artykule redakcyjnym marcowego numeru *American Journal of Psychiatry (2008, 165, 306)*, Jerald Block proponuje rozważenie włączenia do V wersji amerykańskiego podręcznika diagnostycznego DSM nowej jednostki chorobowej,jaką jest „uzależnienie od Internetu” (Internet addiction). Uzależnienie od Internetu znalazłoby się w grupie zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Wyróżnić można trzy podtypy dotyczące odpowiednio gier, seksu i korespondencji, spełniające następujące kryteria diagnostyczne: 1) nadmierne używanie; 2) objawy abstynencyjne w razie niedostępności komputera; 3) tolerancję związaną z wydłużeniem spędzanego czasu i dążeniem do coraz lepszego wyposażenia komputera; 4) negatywne następstwa w zakresie funkcjonowania rodzinnego i społecznego. W krajach Dalekiego Wschodu (Korea Południowa, Chiny) zjawisko przybrało rozmiary epidemii. W Korei Południowej, po serii zgonów w kawiarenkach internetowych uzależnienie od Internetu uznane zostało za ogólnokrajowy problem zdrowotny. W roku 2006 oceniono,że leczeniem tego uzależnienia należałoby objąć w tym kraju około 210 tys. dzieci i młodzieży: u około 80% istnieją wskazania do leczenia farmakologicznego,a około 20% wymaga hospitalizacji. Autor postuluje,aby przed włączeniem uzależnienia do Internetu - do DSM-V, mającego się ukazać w 2011 lub 2012 roku,dokonać badań epidemiologicznych w USA. ************* ...Wydaje się,że problem ten narasta również w naszym kraju. (Biuletyn Servier). *************************************************************************** Seksualne obsesje i kompulsje. Wiele kobiet zetknęło się z ekshibicjonistą. Jest to najczęstsza dewiacja. Jednak różnych,dziwnych upodobań seksualnych znamy dużo więcej. Synonimem dewiacji jest *parafilia*i ten termin jest bardziej oficjalny i w piśmiennictwie zachodnim aktualnie częściej spotykany. Istotą dewiacji jest dążenie do niezwykłego obiektu seksualnego lub sposobu stymulacji seksualnej. Większość ludzi miewa bardzo różne fantazje erotyczne. Dla rozpoznania dewiacji potrzebne jest preferowanie takiego dewiacyjnego obiektu lub sposobu zaspokajania i przedkładanie go nad powszechnie uznany sposób realizacji potrzeby seksualnej. A więc ekshibicjoniście sprawia większą rozkosz akt obnażania się niż kontakt seksualny z partnerką. Sadystka preferuje upokarzający partnera sposób *kochania się* niż stosunek bez dominacji. Preferowanie nie oznacza realizacji. Do realizacji potrzebny jest proces decyzyjny. Odpowiadamy za swoje postępowanie niezależnie od stopnia dewiacyjności. Z tego względu duża część dewiacyjnych skłonności realizowana jest jedynie w świecie fantazji. Na zewnątrz jest tylko masturbacja. I bywa do końca życia, że jest to problem jednej osoby. Jest tak wtedy, gdy człowiek idzie przez życie sam. Jeśli uda się mu założyć związek partnerski, to ukrywane nietypowe potrzeby mają wpływ na życie seksualne, które jest wtedy niejako dwutorowe. Zdarza się, że możliwe jest wplecenie dewiacyjnych skłonności w układ partnerski za obustronną akceptacją, nie jest to jednak częsta sytuacja. Zazwyczaj podawanym przykładem jest układ sadysty i masochistki. Rozpatrując różne dewiacje zwracamy uwagę, na ile dana dewiacja utrudnia lub uniemożliwia założenie układu partnerskiego. Samotność to częste przeznaczenie osób z dewiacją. Gdy natężenie potrzeby dewiacyjnej przekracza siłę kontroli człowieka, to dochodzi do realizacji tych potrzeb. Zdarza się, że jest to możliwe za akceptacją drugiej osoby (kluby sado-maso) czy przez korzystanie z płatnych usług. Są jednak takie potrzeby, które nie mogą być zrealizowane w sposób społecznie tolerowany, na przykład pedofilia. I tutaj zaczyna się dramat. Albo zwycięża moralność i lęk przed karą i człowiek nie przekracza granic społecznych i prawnych, albo dochodzi do przestępstwa. Zdarza się, że *ból istnienia* i brak szacunku do siebie popycha dewianta do autodestrukcji, do samobójstwa. Czasami jednak wybór postępowania nie jest wcale tragiczną walką dobra ze złem. Biegli sądowi dużo na ten temat mogą powiedzieć. Należy wyraźnie podkreślić, że tylko niewielka część ludzi z dewiacjami seksualnymi wchodzi w konflikt z normami społecznymi i prawnymi. Dewiacje mają swoją indywidualną dynamikę. U jednych dewiacja szybko postępuje, zajmuje coraz więcej miejsca w psychice, jest coraz silniejsza. A u innych jakby stała w miejscu lub ma przebieg *pulsujący*. Leczenie dewiacji, kiedy doszło już do konfliktu z prawem i stopień uzależnienia od dewiacji oraz utrata kontroli na życiem są już bardzo duże - to trudna sprawa. Moment ujawnienia się dewiacji w zachowaniu, kiedy już nie wystarczają fantazje i masturbacja - to czas na wdrożenie terapii. Może należałoby rozpoczynać ją wcześniej? Problem jest dużo bardziej złożony,niż wielu chciałoby to widzieć. Jerzy Więznowski, www.seksuologia.com Artykuł był opublikowany w: INTERIA.PL aktualizacja 19.05.2010 *************************************************************************** Varia. 1.Potencja seksualna jest funkcją ogólnego stanu zdrowia i relacji z partnerem. Ideałem jest harmonia ducha i cielesności... aktualizacja 21.02.2010 *************************************************************************** z SERWISU www.seksuolog.org.pl Alina Henzel-Korzeniowska *Rutyna w seksie. Tylko nie to!* Jest to jedno z największych niebezpieczeństw dla utrzymania satysfakcjonującej więzi erotycznej między kochankami. Oczywiście, mile są widziane określone rytuały, których dopracowuje się para w trakcie zachowań poprzedzających spełnienie. Ważne jest też *wynegocjowanie* ulubionych pozycji, miejsc i innych zewnętrznych warunków sprzyjających obopólnemu zadowoleniu. Lecz jeśli para ograniczy się tylko do tych stałych elementów erotyki - powieje nudą w łóżku... Nudą o tyle niebezpieczną, że coraz częściej marzy się wtedy o jakimś urozmaiceniu, niekoniecznie z tym samym partnerem... alina hk aktualizacja 28.02.2010 *************************************************************************** Artykuł był opublikowany w Głosie Wielkopolskim w dziale *Blisko Ciebie* - 5.7.8 Jerzy Więznowski Wakacyjna miłość. Co roku powtarza się ta sama wakacyjna obawa rodziców, żeby dziewczyna nie wróciła mamusią, a syn tatusiem… „Jeśli nie masz chłopaka, staraj się go zdobyć za wszelką cenę na wakacje, przeżyj miłość...”. „Wakacyjna miłość to temat banalny i oklepany, ile można o tym pisać”. To przykładowe wypowiedzi na internetowych forach nastolatków. Po wakacjach dość często wkraczają do akcji rodzice, którzy starają się dotrzeć do fachowca, który „przywróci miesiączkę”. Niezamożnych nie stać na wyjazd za granicę. Jest jednak szeroka oferta , także w rodzimej prasie. Niektóre dziewczyny decydują się na urodzenie dziecka. Po pochopnej następuje trudna i odważna decyzja. Prowadzę od trzech lat wspólnie z kolegami internetowe forum seksuologiczne. I ciągle jest na nim ogromna liczba postów świadczących o analfabetyzmie seksualnym młodych Polaków. Gdyby nie prowadzona selekcja wątków, to na forum przeważałyby pytania typu „ABC seksu”. To zrozumiałe, że ludzie na wakacjach (zwłaszcza młodzi, ale przecież nie tylko...) zakochują się. Ale przecież dopiero czas może pokazać, czy fascynacja okaże się trwała. Czy będzie to miłość? I to miłość odwzajemniona? Miłość to przecież bardziej czasownik, niż rzeczownik. Jest to stan wymagający stałej pielęgnacji i aktywności. Młodzi ludzie podejmują decyzję szybko. A przecież warto poobserwować kogoś, kto zwrócił naszą „erotyczną” uwagę. Może nie jest to jednak osoba warta zainteresowania? Turnus wakacyjny kończy się , a sielanka wraz z nim. Pozostają obietnice dalszych kontaktów, SMS-ów, spotkań... Tylko w niedużej części obietnice są realizowane i nie ma w tym złej woli. Odległość ma dużą siłę erozyjną dla uczucia. Krótki okres wakacji nie jest wystarczający dla prawdziwego poznania drugiego człowieka. Wakacyjne „pójście na całość”, oddanie się fizyczne zaliczamy do ryzykownych zachowań seksualnych. Zdecydowanie się wtedy na pierwszy w życiu kontakt seksualny, na „wakacyjną” inicjację seksualną jest jeszcze większym ryzykiem i chyba jednak lekkomyślnością. A zrobienie tego bez „zabezpieczenia” można nazwać głupotą. Mam tutaj na myśli zabezpieczenie dwojakiego rodzaju: przed niechcianą ciążą oraz przed infekcją (osłonka, czyli prezerwatywa). Dla jednej strony to przecież pierwszy kontakt seksualny, dla drugiej już być może to „enta” sytuacja . Tuż przed wyjazdem spotykamy się z desperackimi działaniami rodziców. Dotychczas nigdy nie rozmawiali z potomstwem o seksie, a teraz (pod wpływem audycji telewizyjnej) dają córce, czy synowi opakowania prezerwatyw. Czy zastąpi to rodziców w wychowywaniu? Wychowanie, to także przygotowanie do zachowań w sferze emocjonalno-seksualnej. Nie jest konieczne formalne wyodrębnianie edukacji seksualnej w procesie wychowawczym. Ale przecież chodzi o taką edukację. Uczymy się czytać, zachowywać przy stole, powinniśmy uczyć się także optymalnego zachowania w sferze intymnej. Niewiedza prowadzi do poczęć dzieci przez jeszcze dzieci. Szkoła nigdy nie przygotuje wystarczająco do dorosłości, nawet gdyby wkroczyli do szkół kompetentni edukatorzy. Uczniowie w danej klasie nie stanowią bowiem grupy homogennej. Jednocześnie w tej samej grupie są uczniowie o dużej porcji doświadczeń seksualnych oraz tacy, których rozmowa o seksie wręcz gorszy. Od dawna wiadomo, że nieumiejętna edukacja może być nawet nadużyciem emocjonalnym. Tak więc nic nie zastąpi wychowania przez rodziców. Uważam, że działania seksuologów powinny być bardziej nakierowane na młodych dorosłych, którzy niedługo mogą być rodzicami. Dyskusje o szkole będą się zapewne nadal toczyć latami. W tym czasie naszą młodzież edukować będzie internetowa pornografia oraz ulica. A młodzi ludzie mają prawo do rzetelnej informacji, do dyskusji.Mniej popełnia się błędów, gdy ma się więcej informacji. Młodych nie należy traktować jako kierujących się bezmyślnie popędem płciowym. A jeśli nawet tak bywa, to jest nasza, dorosłych częściowa wina. W domu rozmawia się na różne tematy, ale seksualność to nadal tabu w większości rodzin. Jest to apel zwłaszcza do kobiet, bo one są nadal *spiritus movens* ogniska rodzinnego. W innym wymiarze problem jest również w medycynie. W specjalnościach, gdzie przeważają kobiety jako lekarze, problem seksualny jakby w gabinecie nie istnieje. Lekarki w diabetologii rzadko pytają o ewentualne problemy małżeńskie, podczas gdy wiadomo, że większość pacjentów cukrzycowych ma takie problemy. Z moich obserwacji z pracy ze studentami wynika, że nie do końca uważają oni, że seks to jest przecież to wszystko, co dzieje się intymnego między czującymi chemię. Bycie z kimś, fantazjowanie, wspominanie, rozmawianie, przytulanie się, a także wysyłanie SMS-ów i maili – to jest już seks. Często zbyt krótki jest czas od pierwszych zainteresowań płcią, trzymania się za rękę, pocałunków, a pierwszym kontaktem waginalnym”. Taki przyspieszony kurs rozwoju psychoseksualnego nie wychodzi nikomu na dobre. Wydaje się, że lepiej byłoby, żeby młodzi ludzie na wakacjach, jeśli już zdecydują się na aktywność seksualną, to poprzestali na pettingu. Bez defloracji i bez penetracji. Przecież pieszczotami można uzyskać orgazm, można być bardzo blisko siebie – a jednak nie ryzykuje się przedwczesnego zapłodnienia Z epidemiologicznego punktu widzenia też jest tak bezpieczniej. Pamiętajmy, że brak objawów choroby nie oznacza jej braku. Rodzice powinni nauczyć, że nie można ulegać presji psychicznej i emocjonalnemu szantażowi. Wakacyjny podrywacz mówiący do dziewczyny: *no,zróbmy to!.Co ci szkodzi...* nie zasługuje prawdopodobnie na nic więcej, tylko na policzek i odwrócenie się na pięcie! Inna sprawa, że to coraz częściej dziewczyny ciągną chłopaka do łóżka. Czy to wynika z lęku przed utratą chłopaka? Często tak. Studentki przyznają, że z tego lęku udają entuzjazm do oralu, podczas, gdy często wcale ich ta pieszczota nie kręci. Każda jednak chce mieć *boy-frienda*. A o to coraz trudniej, bo młodzi mężczyźni często przedkładają siłownię, komputer czy pub z kolegami - nad randkę z dziewczyną… To nowy problem... JW *************************************************************************** Jerzy Więznowski lekarz seksuolog Uwodzenie czy molestowanie? Młody inżynier w ramach rozgrywek przedrozwodowych groził żonie, że poda ją do sądu z zarzutem molestowania, gdyż żona rzekomo uwiodła go, gdy miał 16 lat. Ona miała wtedy 21, była pracownikiem sekretariatu szkoły, do której on chodził. Przypadli sobie do gustu, zaczęli się spotykać. Rodzice akceptowali to, aczkolwiek początkowo bez entuzjazmu. Gdy zaczęli „chodzić ze sobą”, to kobieta zmieniła miejsce pracy, poszła na studia zaoczne. Chłopak skończył szkołę i poszedł na studia inżynierskie. Pobrali się, gdy mieli: on 21 lat, ona 26 lat. Niestety po ślubie doszło do poważnych konfliktów. Mąż był zazdrosny, zaczął pić. Zagroził żonie oskarżeniem o molestowanie na początku znajomości, ale prawnik mu odradził to posunięcie, jako nie mające szans prawnych. Powszechnie używa się terminu „molestowanie seksualne” bez zdefiniowania go. Intuicyjnie czujemy, że chodzi o nieakceptowane propozycje natury seksualnej. Molestować to inaczej natrętnie prosić, naprzykrzać się, nagabywać. Propozycja seksualna powinna mieć charakter powtarzalności, mimo braku przyzwolenia na nią. Pojedyncza propozycja seksualna może być niestosownością, niezręcznością – ale nie jest molestowaniem. Czy może jednak być nadużyciem? Oczywiście, tak. Jeśli będzie wykorzystywała stosunek zależności, to można ją zaliczyć do szantażu emocjonalnego. Odmowa wiąże się w takiej sytuacji z możliwymi konsekwencjami, niekoniecznie „tu i teraz”. Kara za „odrzucenie” może być odroczona w czasie. Interpretacja motywów molestowania seksualnego jest zazwyczaj dużym nieporozumieniem. Otóż podłożem molestowania nie jest silna potrzeba seksualna i atrakcyjność osoby molestowanej. Problem należy bardziej widzieć w kontekście władzy i dominacji. To zmuszanie ofiary do podporządkowania się. Uległość jest źródłem satysfakcji dla molestującej osoby. Jest to forma przemocy, nawet jeśli są to przykre „żarty”. Niekoniecznie ofiary przemocy widzą problem i często nie do końca zdają sobie sprawę, że są ofiarami. Odczuwają przykrość, ale tego nie ujawniają, aby nie być posądzonym o brak poczucia humoru. Należy podkreślić, że na niestosowne zaczepki są narażone obie płci. Młodzi mężczyźni odstający w swym zachowaniu od innych w danym środowisku są także narażeni na takie molestowanie. Gdy koledzy zorientują się, że „świńskie dowcipy”, czy wulgarne wypowiedzi o dziewczynach sprawiają nowemu koledze przykrość, to zazwyczaj eskalują takie zachowania, które powodują zażenowanie i dyskomfort u „nowego”. Większa delikatność i wrażliwość „nowego” nasuwa kolegom, zazwyczaj niesłuszne, podejrzenie o inną orientację seksualną. Częsta jest jednak sytuacja, że ofiara molestowania umniejsza krzywdę. Bagatelizowanie molestowania to mechanizm obronny. Dlatego, jak w środowisku znajdzie się osoba odważna i głośno wyartykułuje swoją krzywdę, to jest w nader trudnej sytuacji. Dla molestującego są gesty poparcia, a agresja otoczenia skierowana jest na buntującą się ofiarę. Molestującego popierają przedstawiciele obu płci. Przy ostatniej aferze seksualnej w Olsztynie widać było ogromną polaryzację postaw i poglądów. Jedni widzieli tylko manipulację polityczną. Wielu usprawiedliwiało prezydenta, zwłaszcza, że dużo dobrego dla miasta i ludzi zrobił. Powtarzano utarty slogan bardzo upraszczający zagadnienie. Ten slogan, to: „jak samiczka nie da, to samiec nie weźmie”. Funkcjonował on w bardziej „ostrej” wersji. Ciekawe że bardziej krytycznie oceniali zachowanie prezydenta panowie, niż panie. Istotnie okazało się, że gdyby decyzja należała do pań, to prezydent utrzymałby stanowisko. Prasa podała, że kobiety mu wybaczyły. Socjolog, Małgorzata Bilska (w „Tygodniku Powszechnym”) napisała, że kobiety wcale prezydentowi nie wybaczyły, ale po prostu uznały, że nic złego się nie stało! I tutaj moim zdanie jest duży problem. Jest to problem własnych granic. Granic prywatności, intymności, godności. Nikt ich za nas nie wyznaczy. Oczywiście zawsze będą one różne. Powinny być jednak one wyraźnie widoczne! Jest też druga strona medalu. Coraz częściej rzucane są nieprawdziwe oskarżenia o molestowanie seksualne w celu zdyskredytowania męża, ojca dziecka, przełożonego. Bardzo trudno udowodnić, że się nie jest wielbłądem. Wracam do konfliktowej sytuacji opisanej na początku. Finał był jej nieoczekiwany. Skończyło się rozwodem oraz kościelnym uznaniem nieważności małżeńskiego sakramentu. Okazało się, że mąż zataił fakt leczenia psychiatrycznego oraz trwale unikał posiadania potomstwa, planował nawet przeprowadzenie wazektomii, czyli trwałego pozbawienia się płodności. Zataił ważne fakty ze swojego życiorysu. Ludzie są różni. Jednych *propozycje* nie obrażają, najwyżej mogą im nie odpowiadać, nie być atrakcyjne. Ale są i też tacy, którym życzliwy komplement wydaje się być „wulgarną propozycją”. Jak zawsze ważny jest zdrowy rozsądek i umiar,a o to w świecie najtrudniej. J.Więznowski *************************************************************************** W artykule zależało mi na ukazaniu, że molestowanie nadmiernie kojarzone jest z fizycznością. *** *Nadużycia zazwyczaj są emocjonalne, werbalne. I pozawerbalne także, na przykład gest, czy ironiczny uśmiech. aktualizacja 12.07.2010 -------------------------------------------------------------------------- __________________________________________________________________________ | ||||||
| www.www.seksuologia.org.pl © Wielkopolskie Centrum Seksuologii POZNAŃ - dr Jerzy Więznowski 1990-2010 | 510/9009 |
